Opublikowano wczoraj o 08:48 1 dzień Nieprawda. Dwójka jest rozciągnięta i nudna. Przy trójce mamy dużą różnorodność i dopracowaną formułe z dwójki. I tak jedynka najlepsza w swojej prostocie
Opublikowano wczoraj o 08:55 1 dzień Trójka najgorsza, zlepek mini-gierek w stylu Jaka 2. Najlepsza dwójka, dobry balans między skakaniem a sterowaniem innymi postaciami. Jedynka to dla mnie taki słabszy Crash Bandicoot 3. Sly 2 >> 1>3.
Opublikowano wczoraj o 09:11 1 dzień Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Stellar Blade Ps5Gra w której największe emocje wzbudzała główna bohaterka, która nie ma co się oszukiwać cieszy oko a stroje ma takie, że by się dziewczyny z DOA Xtreme Beach Volleyball nie powstydziły. Jednak skupianie się tylko na niej było by krzywdzące dla tej bardzo dobrej gry, chociaż wydaje mi się, że Ewa jako kobieta jest idealną personifikacją całego tytułu. Na początek idziesz na randkę z super laską taką 10/10 i jest zauroczenie od pierwszego wejrzenia... Taki jest właśnie początek gry, od razu dużo się dzieje, główna bohaterka oprócz samego wyglądu całkiem sprawnie macha mieczem i kroi na kawałki kolejnych wrogów. Po krótkim prologu trafiamy do zniszczonego miasta, które od razu wprowadza nas w post apokaliptyczne klimaty. Początek jest mocno liniowy, chociaż trafią się miejsca w których można zboczyć z drogi żeby zebrać jakieś poukrywane rzeczy. Co jakiś czas pojawiają się nowi przeciwnicy i powiększa się nasz wachlarz ruchów dzięki czemu walka staje się bardziej przystępna. Na początku sama walka wydawała mi się trochę ociężała, jednak im więcej opcji ataku i obrony odblokowywałem było co raz lepiej. Chociaż do końca gry miałem problem z tym, że animacji ataków nie można było przerwać a przeciwnicy mimo potężnych strzałów w pysk wyprowadzali swoje ciosy, których ja nie mogłem zablokować na czas bo trwała animacja ataku. Dobrze, że chociaż przy ładowaniu niektórych ataków specjalnych nie dostaje się obrażeń bo czasem bywa naprawdę gorąca, tym bardziej jak się wpadnie w grupę przeciwników. Kolejna niby pierdoła ale uprzykrza granie to czas jaki potrzebuje Ewa żeby się uleczyć. W przypadku niektórych przeciwników na prawdę ciężko znaleźć wystarczająco długie okienko żeby skorzystać z apteczki. Mimo tych małych problemów początek gry jest super aż do momentu dotarcie do miasta Xion i pierwszej pustyni... niby super laska ale jakoś dziwnie się śmiej i cały czas pieprzy jakieś głupoty... Xion to ostatni przyczółek ludzkości gdzie poznajemy kilka pobocznych postaci i możemy podjąć się wykonania dodatkowych zadań. Miasto zmienia się razem z postępem w grze i po początkowych pustkach na ulicach robi się tam całkiem spory ruch i pojawiają się nowe zadania do wykonania od ludzi na ulicy lub do znalezienia na tablicy ogłoszeń. Po szybkim rozeznaniu i otrzymaniu możliwości strzelania możemy ruszyć na pustynię, która jest pierwszą większą otwartą lokacją i gdzie niestety może wkraść się trochę monotonii. Naszym pierwszym zadaniem jest przywrócenie zasilania w okolicy żeby móc skorzystać z obozów służących za punkty zapisu. Po tym można tak na prawdę ruszyć od razu z fabułą ale na samej pustyni jest trochę pobocznych rzeczy do zrobienia i znalezienia. Pojawiają się nowi mocniejsi przeciwnicy, czasami w duży grupach na które trzeba szczególnie uważać bo kilku przeciwników na raz może naprawdę szybko nas pokonać. Gdyby to może nie była pustynia tylko bardziej urozmaicona lokacja to nie było by tak źle ale niestety tu wszystko do około wygląda tam samo, wysokie skały i piach, jedynie pojedyncze punktu charakterystyczne ratują sytuację. Jednak jak chce się tam wszystko zebrać to po pewnym czasie człowiek już ma dość tego miejsca.... mimo wszystko zdarza jej się powiedzieć coś z sensem i ten śmiech już tak nie wkurza, może coś z tego będzie... Jak już skończymy zwiedzać pustynię, trafiamy do podziemnego laboratorium. Po wejściu nie możemy korzystać z miecza, czyli zostaje nam tylko strzelanie a będzie do kogo bo klimat się robi bardziej jak w horrorze i parę jump scarów też będzie. Tutaj znowu gra pokazuję, że w zamkniętych lokacjach umie zrobić klimat samym otoczeniem. Poznajemy tu kolejne fragmenty fabuły i przynajmniej u mnie w tym momencie pojawiły się mocne skojarzenia z Nier i już do końca gry co jakiś czas widziałem mocną inspirację tym tytułem. Po wykonaniu zadania w laboratorium wracamy do Xionu, gdzie dowiadujemy się gdzie szukać kolejnego Alpha Naytiba.Naszym kolejnym przystankiem jest lokacja Matrix 11, gdzie pod tą tajemniczą nazwą kryją się opuszczone stacje metra i kanały. Kolejna liniowa lokacja z małymi odnogami, która pokazuje na prawdę duży potencjał tej gry gdy nie jest tak monotonnie jak na pustyniach. W tym momencie mamy już całkiem sporo możliwości ofensywnych ale jeśli jest taka okazja można eliminować przeciwników po cichy. Na końcu czeka nas kolejna efektowna walka z bossem, który w sumie padł by za pierwszym podejściem ale na końcu chciałem trochę to za szybko zakończyć. Ogólnie większość bossów padało po 2-3 podejściach, gdzie przeważnie ginąłem przez głupie błędy albo nie zdążyłem się uleczyć na czas mimo zapasu apteczek. Bezpośrednio po tej walce trafiamy znowu do Xionu, który już tętni życiem. Nasz kolejny cel to ponownie podziemne laboratorium, które znajduje się na jeszcze większej pustyni.... Było już tak dobrze a ona na drugą randkę wymyśliła sobie łażenie po sklepach w galerii.... Drogę do naszego celu blokuje nam potężna burza piaskowa, dlatego jesteśmy zmuszeniu do awaryjnego lądowania. Ponownie musimy przywrócić zasilanie w okolicy poprzez uruchomienie wieży solarnej, która tym razem jest trochę dalej i droga do niej jest trudniejsza. Chyba twórcy wyczuli, że ta lokacja może podnosić ciśnienie dlatego dorzucili małą oazę pośrodku pustyni w której można sobie na spokojnie połowić rybki (znowu Nier). Na tej pustyni widać już więcej śladów wymarłej cywilizacji, są zrujnowane budynki, zawalone mosty czy pozostałości innych wielkich maszyn i pojazdów. Samo pchnięcie fabuły do przodu wymaga trochę chodzenia po tym pustkowiu ale to zebranie wszystkiego przetestuje cierpliwość niejednego gracza. Pomimo sporej ilości punktów szybkiej podróży, poruszanie się po pustyni jest uciążliwe ponieważ są miejsca gdzie teoretycznie da się przejść/wejść ale twórcy stwierdzili, że mamy sobie zrobić spacerek dookoła, albo jeszcze dalej jeśli wrzucili tam ruchome piaski żeby czasem za szybko nie dotrzeć do celu. Jest większa ilość wrogów patrolujących okolicę i o ile nawet więksi przeciwnicy w walce wręcz są do przełknięcia tak grupy chodzących wieżyczek, które "wyczuwają" cię z większej odległości i nie da się ich zaskoczyć potrafią napsuć krwi. Jak dostajemy po kolei serią z trzech działek co skutecznie nas oszałamia i podlatuje czwarty i ładuje nam gonga na dobranoc to kończy się tak że, zaczynaj od nowa piękny kawalerze. Jest tu też do wykonania kilka zadań pobocznych i o ile takie, które dostaliśmy od jakiegoś NPC i musimy do niego wrócić żeby coś mu przekazać można zrozumieć, tak nie rozumiem dlaczego za każdym razem trzeba wracać do tablicy ogłoszeń żeby tylko odznaczyć, że zadanie zostało ukończone. Na pierwszej pustyni zrobiłem wszystko, na drugiej tylko to co musiałem bo już miałem tego trochę dosyć. Zdarzył mi się też jeden błąd przy zagadce z przesuwaniem skrzyń. Jedna skrzynia tak się zblokowała na krawężniku, jeden koniec poszedł do góry, że musiałem wyjść z lokacji i do niej wrócić żeby to się zresetowało bo za nic nie mogłem jej ruszyć. Ogólnie te skrzynie to chyba najgorsza rzecz jeśli chodzi o rzeczy poboczne, pozostałe rzeczy do zebrania wymagają znalezienia kodu lub innych aktywności jak strzelanie do celu albo dotarcie w wyznaczone miejsce w określonym czasie. Fajną opcją było hakowanie skrzyń w kilku wariantach od prostego wciskania strzałek w odpowiednim kierunku po prowadzenie prowadzenie dwóch linii do celu w odpowiedniej kolejności.... tylko kurczę dalej wygląda super i może warto przymknąć oko na te wkurzające rzeczy... Jak już przebrniemy przez tą wielką pustynie, trafiamy do kolejnego podziemnego laboratorium gdzie ponownie nie możemy korzystać z miecza. Klimat znowu bardziej ponury, chociaż tym razem jest więcej sekcji platformowych niż strzelania. Po pokonaniu bossa i odkryciu kolejnych ważnych informacji wracamy do Xionu, gdzie dostajemy kolejny cel naszej misji. Z racji tego, że starłem się ogarniać wszystkie rzeczy na bieżąco mogłem od razu ruszyć dalej. Tylko tu jest punkt w którym właśnie zależnie od tego ile rzeczy odkryliśmy ze świata gry, możemy trafić do dodatkowej lokacji albo od razu ruszyć do zadania związanego ze stacją kosmiczną. Jak ktoś robi wszystkie aktywności poboczne to raczej marne szanse są na to, że ominie to miejsce ale gdyby się tak stało to jednak trochę straci bo według mnie właśnie takie poziomy powinny być główną częścią tej gry. Trafiamy do zalanej części miasta, znowu poziom liniowy ale mający pomniejsze odnogi od głównej ścieżki, w tym bossa którego można niechcący ominąć, dużo walki w tym z nowymi przeciwnikami. Jak już zaliczymy ten dodatkowy poziom to ruszamy w drogę do stacji kosmicznej. Zanim jednak dotrzemy do windy, która wyniesie nas na orbitę musimy przebić się przez hordy nowych przeciwników pilnujących tego terenu. Mimo tego, że jest to jedna z dłuższych misji w grze to dzięki temu, że jest tu znowu liniowo z mniejszymi odnogami gra się w to dużo lepiej niż to błądzenie po pustyniach. Po pokonaniu bossa wracamy na ziemię gdzie czeka nas jeszcze klika walk w zależności od zakończenia jakie wybierzemy, a jest ich aż trzy. Tutaj według mnie poziom trudności mocno wzrasta i przy tych ostatnich pojedynkach naprawdę musiałem się napocić i korzystać z wszystkich dostępnych pomocy żeby je skończyć. Jedyny minus za strzelanie ponieważ ilość amunicji jest mocno ograniczona a w czasie walk pojawiają się fragmenty gdzie jest ona niezbędna i jak się wcześniej wystrzelaliśmy to praktycznie można już ładować checkpointa.... trochę też o sobie poopowiadała, chociaż czasem było ciężko skupić się na słuchaniu. Jak już wcześniej pisałem gra bardzo przypomina mi Nier biorąc pod uwagę gameplay ale i fabularnie historie wydają się bardzo podobne. Nie będę zdradzał za dużo bo mimo tego, że od pewnego momentu w grze pewne rzeczy wydają się oczywiste to mogą się zdarzyć jakieś zwroty akcji, które kogoś zaskoczą. Dużo informacji jest też zawartych w notatkach i znajdowanych rzeczach dlatego dobrze wszystko czytać.Podsumowując mamy bardzo dobrą grę z rozbudowanym systemem walki, która wygląda też kapitalnie, modele postaci są naprawdę świetnie zrobione. Można by się było przyczepić do sekcji platformowych bo Ewa ma mocną tendencję do zsuwania się z krawędzi ale tylko jeden fragment pod koniec gry dał mi w kość a poza tym było to do przełknięcia. Wygląd głównej bohaterki narobił trochę szumu ale tak naprawdę przy tej ilości strojów każdy sobie może wybrać jak ma ta "jego" bohaterka wyglądać. Dlaczego porównałem całą grę do głównej bohaterki? Bo jak każda babka czasem potrafi wkurzyć i są momenty, że masz jej dosyć ale mimo wszystko coś Cię do nie ciągnie i ma swoje zalety, chyba że ktoś woli wąsatych hydraulików ale w to już nie wnikam.
Opublikowano wczoraj o 09:15 1 dzień 9 minut temu, Josh napisał(a):kurde, no to trochę lipa. A ta ostatnia część z PS3?Fajna, po prostu więcej tego samego. Pamiętam że podróżowanie po czasie było więc dużo różnorodnych etapów i chyba był inny bohater z różnymi skillami w zależności od epoki
Opublikowano wczoraj o 09:19 1 dzień Szkoda, że można tylko grać przez stream, ale jeżeli po trzech platynach nie będę jeszcze przejedzony to też sprawdzę
Opublikowano wczoraj o 14:43 1 dzień Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. KillZone 3 - PS3Killzone 3 to gra, która w swoim czasie chciała być wszystkim naraz – wojennym blockbusterem, pokazem mocy PlayStation 3. Z perspektywy 2026 roku widać jedno: ambicji tu było tyle, że można by nimi obdzielić trzy sezony live-service’a.Wracamy na Helghan, planetę tak nieprzyjazną, że nawet tapeta z Windowsa by się tu poddała. Ja – Sev – razem z Rico (czyli chodzącym wkurzeniem na dwóch nogach) strzelam do Hellghastów w czerwonych goglach, którzy najwyraźniej mają jednego krawca i zerowy budżet na indywidualność. Fabuła? Jest bardziej zagmatwana niż regulamin mikrotransakcji w 2026 roku: trzy wstępy, polityczne przepychanki i mnóstwo cutscenek, które ogląda się chętnie… ale już po chwili nie do końca wiadomo, kto z kim i dlaczego.Rozgrywka to największa siła gry. Kampania jest jak dobrze zaprojektowana kolejka górska – zanim zdążę powiedzieć „to już było”, gra wrzuca mnie w coś nowego: jetpack (za krótko!), kosmos (też za krótko!), wielkie roboty, wielkie spluwy i jeszcze większy chaos. Z dzisiejszej perspektywy widać, że to klasyczny shooter z epoki „więcej = lepiej”, ale trzeba przyznać – tempo nadal robi robotę.Sterowanie, które w Killzone 2 było jak prowadzenie czołgu na lodzie, tutaj w końcu ogarnięto. Jest ciężko, ale precyzyjnie, brutalnie i satysfakcjonująco. Broń kopie, przeciwnicy kombinują, a ja faktycznie czuję, że jestem na polu bitwy, a nie w strzelnicy VR z samouczkiem. System broni (lekka, podstawowa, ciężka) to rozwiązanie, które w 2026 nadal by się obroniło – zero lootboxów, zero kolorowych rarity, po prostu biorę miniguna i robię porządek.Graficznie? Jak na swoje czasy – kosmos. Jak na 2026 – oczywiście widać wiek, ale styl artystyczny nadal się broni. Kolory, światło, efekty – to nie był „realizm”, tylko świadomy, ciężki klimat sci-fi. A muzyka i dźwięk? Nadal solidne, takie, że aż chce się podkręcić głośność i ignorować sąsiadów.Polska wersja językowa to ciekawy przypadek: momentami toporna, momentami złoto. Rico rzucający mięsem brzmi dziś bardziej autentycznie niż połowa dialogów generowanych przez AI NPC-ów w 2026 roku, więc coś w tym jest.Podsumowując jako facet w 2026 roku: Killzone 3 to świetny przykład gry z epoki „zamkniętej”, kompletnej, bez nachalnego monetyzowania wszystkiego, co się rusza. Ma swoje głupotki, skróty i niedosyty, ale nadal bije od niej szczerość i rzemiosło. Nie jest idealna, ale to ten typ shootera, który dziś wspomina się z uśmiechem i myślą:„Kurczę, kiedyś to się po prostu robiło gry.”PLUSY:efektowna oprawa audiowizualna oraz wyraźnie większa różnorodność lokacji;zachowany charakterystyczny klimat bitew, tym razem w parze z wyraźnie usprawnionym sterowaniem co do poprzedniej odsłony;dynamiczna, angażująca kampania pełna pomysłowych i solidnie zrealizowanych sekwencji.MINUSY:mimo ciekawszych bohaterów fabuła pozostawia spory niedosyt.
Opublikowano wczoraj o 16:05 1 dzień Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Scars Above (PS4)Gdyby nie dosyć entuzjastyczna recka Adamusa w PE, to pewnie nigdy nie zwróciłbym na gierkę uwagi, a tak wpisałem do backloga i sobie leżała, aż przy okazji niedawnej promki kupiłem wersję cyfrową i w sumie nie pamiętając już za bardzo, o co tam w ogóle chodzi (poza tym, że kosmos i strzelanie) odpaliłem.Gdy dotarłem do pierwszego artefaktu, pełniącego tu plus minus rolę Soulsowych ognisk, lekko westchnąłem. No tak, czyli kolejny przypadek wepchnięcia modnych mechanik, które osobiście są mi zupełnie do szczęścia niepotrzebne. Całe szczęście okazało się, że (głównie za sprawą dobrze wyważonego poziomu trudności, grałem na normalu), nie ma tutaj powodów do irytacji, częstego powtarzania walk czy w końcu zbierania zgubionego expa (ten patent w ogóle nie występuje). Czyli trochę sztuka dla sztuki, ot checkpoint, który odnawia nam ammo i ekwipunek, ale ożywia też wrogów.Jak już napisałem we wstępie, Scars Above to kosmiczna strzelanka TPP. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły fabularne (raczej sztampa, a postaci, na czele z protagonistką, są bezpłciowe i już nie pamiętam nawet ich imion, tym bardziej zaskoczyło mnie, jak wróciłem do wspomnianej recki z PE, gdzie elementy te były mocno chwalone), trafiamy na obcą planetę pełną obcych organizmów i poruszając się po raczej korytarzowych (co na plus) poziomach, osadzonych w kilku środowiskach, coś odkrywamy, coś zdobywamy, gdzieś coś przełączamy, po drodze biorąc udział w raczej licznych starciach z wrogimi stworzeniami. Tutaj tkwi główna atrakcja gry. Otóż bronie, których używamy, mają przypisany dany "żywioł", taki jak ogień, lód, prąd czy "truciznę". Przyjemniczaki, na których trafiamy, są bardziej lub mniej wrażliwi na każdy z nich, a także miewają klasyczne słabe punkty, które trzeba zlokalizować (najlepiej- oczywiście- skanując ich cielska), więc momentami trzeba wachlować arsenałem, w międzyczasie używając również innych gadżetów (moim ulubionym była "kula" spowalniająca mobów). Co więcej, można (a czasami nawet trzeba, głównie przy bossach i sub bossach) wykorzystać na swoją korzyść elementy otoczenia/środowiska, co skutkuje w całkiem fajnych akcjach, ot np. możemy rozwalić lód pod przeciwnikiem, co skutkuje jego wpadnięciem do wody, w której staje się już wrażliwy na atak elektryczny. Odkrywanie i wprowadzanie w życie takich rozwiązań daje satysfakcję, szczególnie, kiedy udaje nam się kilkoma strzałami rozwalić bydlaka, z ktorym normalnie trzeba by się trochę męczyć. Mamy tu też oczywiście obowiązkowe drzewko rozwoju (exp rośnie głównie za sprawą odkrywanych znajdziek, także warto zbaczać w odnogi i lizać ściany, można spokojnie odblokować wszystkie perki przy jednym playthrough) i choć większość nowych umiejętności jest umiarkowanie przydatna, tak jedną muszę wyróżnić: przyspieszone przeładowanie w stylu Gearsów (trzeba trafić w odpowiedni moment z powtórnym reloadem).Gra na PS4 prezentuje się tak sobie, ale mam wrażenie, że to nie tylko wina platformy, bo po prostu design, kolorystyka i modele postaci tudzież przeciwników są, z braku lepszego słowa, mdłe. No szaro bure to wszystko, a nawet, jak pojawiają się kolejne BIOMY i wizualnie dostajemy pewną świeżość, tak nadal mam wrażenie, że kolorystyka jest mocno wyblakła. Pomijając to, że było tu trochę glitchy, technicznie jest raczej bez zarzutu, ot niższa rozdzielczość tekstur, 30 klatek animacji itd. Mimo wszystko gra ma swoje momenty, szczególnie gdy podziwiamy jakiś szerszy horyzont, a i efekty atmosferyczne robią robotę.Całość zajęła mi chyba nie więcej, niż 8h, co uznaję w tej formule za plus. Nie przejadło się, ale też nie miałem niedosytu. Dobre proporcje i tempo, brak bezsensownych wypełniaczy, które są standardem w dzisiejszym gejmingu, idealnie skondensowana przygoda. Bawiłem się ogólnie dobrze, ale nie było to przeżycie, które będę jakoś mocno wspominał. Wzorowe wręcz AA.7 godzin temu, Josh napisał(a):kurde, no to trochę lipa. A ta ostatnia część z PS3?Najlepsza z serii. Edytowane wczoraj o 16:16 1 dzień przez kotlet_schabowy
Opublikowano wczoraj o 16:47 1 dzień @BRY@N Pustynia jest w całości opcjonalna, można od razu pobiec do Abyss i trwa to z minutę.
Opublikowano wczoraj o 18:22 1 dzień #7/2026Silent Hill 2 Remake (Xbox SX)Sam nie wiem co napisać. Czy mi się podobało, czy jestem rozczarowany? Fabuła wiadomo, tutaj jest rozpierdol od 2001 i w tym aspekcie nic się nie zmieniło, ale czy gra dowozi jak na PS2? Raczej nie. Rozciągnięcie gry blisko dwukrotnie względem oryginału sprawia, że odbiór jest gorszy. Główni winowajcy, to nieszczęsne więzienie i jeszcze bardziej nieszczęsny labirynt. Gęstą atmosferę i cudowne cutscenki zastępuje irytacja, frustracja i znudzenie. Druga sprawa, to ograniczenia studia. Statycznie gra wygląda cudnie, ale James w ruchu, to karykatura. Rusza się jak kukła, zwłaszcza w biegu. Walka wręcz jest kiepska, strzelanie obleci. Z kolei detale rozwalają łeb - paznokcie, ślad po obrączce, umęczona twarz, absolutna perełka. I znowu z jednej strony kapitalne, upiorne wnętrza z drugiej niekończące się odbijanie od zamkniętych drzwi, otwieranie pustych szuflad, czy kolejne fale przeciwników (jak na Silent Hill) psują vibe oryginału. Szkoda. Jest dobrze, ale mogło być lepiej (w sumie gorzej też).
Opublikowano wczoraj o 18:52 1 dzień 11 godzin temu, ASX napisał(a): Ale dobrze byłoby dla nas graczy aby istniała dodatkowa alternatywa, czy to w postaci oficjalnej emulacji, czym Sony nie jest na razie zainteresowana, Czy w postaci tej nieoficjalnej , Hakerzy odkopali leganckie emu PS3 na PS4 dawno temu, z dokokszonymi grami - sony nie zrobiło opcji, bo nie musiało. Zawsze lepiej mieć opcję " remaster za kasę+ coś w okno wydawnicze" niż nie mieć,po prostu.
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. Demon Turf + Demon Turf: Neon SplashKtoś chętny na porządne oldschoolowe platformowanie? Polecam w takim razie Demon Turf i standalone DLC o podtytule Neon Splash. Sam trafiłem na grę dzięki podcastowi Bez Dyskusji i redaktorowi Piechocie, który raczył poświęcić jej cały odcinek swojego cyklu Encyklopedia Platformerów (polecam!). Główna bohaterka Beebz chce przejąć władzę nad światem demonów kontrolowanych przez złego króla i jego czterech przydupasów. Czy potrzebujecie więcej informacji o fabule, żeby przystąpić do hycania od platformy do platformy i zbierania znajdziek? Raczej nie, historia jest lekka, utrzymana w mocno żartobliwym tonie i w sumie to wszystko, co musicie o niej wiedzieć. Wracając do znajdziek, Demon Turf reprezentuje gatunek tak zwanych collectathonów, więc przygotujcie się na zbieranie OGROMNEJ ilości baterii, ciast i lizaków. Jest co robić, to nie jest krótka gra, a jeśli podejmiesz się wyzwania wyciśnięcia z niej 100 procent, śmiało spędzisz tu ponad 30 godzin. W ich trakcie przemierzysz cztery różnorodne, choć dość standardowe jak na ten gatunek, światy. Pustynne kamieniołomy, tropikalna plaża, zimowe wzgórza i futurystyczne miasto - znamy to bardzo dobrze. Na każdy świat składa się 7 poziomów, po zaliczeniu których czeka walka z szefem danego terenu. Po drodze odblokujecie trochę nowych gadżetów i umiejętności, w tym między innymi zatrzymywanie czasu czy zamiana w turlającą się z wysoką prędkością.... oponę. Przygody Beebz nie odkrywają koła (ha!) na nowo i opierają się raczej na sprawdzonych schematach, które widzieliście dziesiątki razy w innych tytułach. Nie odbierałbym jednak tego jako wady, nie zawsze potrzebna jest rewolucja - czasami wystarczy podpatrzeć sprawdzone pomysły i wprowadzić je sprawnie w życie, a dokładnie z tym mamy do czynienia w opisywanym przypadku. Postać prowadzi się z lekkością, skakanie, odbijanie od ścian i szybowanie sprawia sporo frajdy, a przy poszukiwaniu słodyczy nie raz będzie trzeba trochę pogłówkować, żeby się do nich dostać. Dodatkowo czekają jeszcze obowiązkowe wyzwania czasowe, gdzie otrzymanie złotego pucharu często graniczy z cudem. Trudność to ogólnie kolejna rzecz, o której warto wspomnieć. To nie jest łatwa platformówka. Są oczywiście trudniejsze, ale zgony, powtarzanie w kółko tych samych etapów i ewentualne rzucanie wulgaryzmów pod nosem będzie stałym elementem Waszego doświadczenia, zwłaszcza w drugiej połowie gry. Pomaga na szczęście dość elastyczna forma checkpointów, polegająca na systemie 3 flag, które możesz rozstawić w (prawie) dowolnym miejscu każdego poziomu. Fajny patent wprowadzający odrobinę strategicznego myślenia. Oprawa wizualna jest dość surowa i zdecydowanie to w tym aspekcie czuć najbardziej budżetowość DT. W ogrywanej przeze mnie wersji na Switcha, tytuł trzymał stabilne 30 klatek na sekundę przy oszałamiającej rozdzielczości 720p. Nie muszę nikomu mówić, że przy tak dynamicznej pod względem rozgrywki grze zdecydowanie lepszym wyborem będzie wersja na PC, PS5 lub Xboxa, gdzie podobno wszystko śmiga w 60 klatkach i natywnym 4K. Bez względu na wybór platformy docelowej nie nastawiajcie się na podziwianie krajobrazu. Poniżej przykład zapierających dech w piersi widoków: "Grafika to nie wszystko!" - krzyknie twórca każdej gry niezależnej. I częściowo będzie miał nawet rację, bo jest jeszcze audio, a pod tym względem nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Dominuje tu funk, hip-hop, ska i elektronika. Zwłaszcza ten ostatni element prezentuje się tu wzorowo, a poniższy kawałek wpadł nawet na jakiś czas na moją playlistę na Spotify: Pewnie byłbym w stanie wlepić Demon Turf bardzo porządną siódemkę, ale powstrzymuje mnie przed tym największy minus, o którym jeszcze nie wspomniałem, czyli walka. Może "walka" to złe słowo. Niepotrzebny, źle zaprojektowany u podstaw, wzbudzający masę frustracji chaos. Dlatego wcale się nie dziwię, że w DLC (nie wymaga podstawki) Neon Splash element ten został całkowicie usunięty, z ogromną korzyścią dla całości. Deweloper mógł tu skupić się na tym, co mu wychodzi najlepiej, czyli wesołym parkourze. Zyskuje flow rozgrywki, dzięki czemu możesz pędzić cały czas przed siebie, bez niepotrzebnych przystanków na irytujące bójki z wrogami. Zarówno podstawka jak i DLC bardzo często lądują na różnych wyprzedażach. Sam kupiłem pakiet jakiś czas temu za niecałe 40 zł i jest to więcej niż uczciwa cena za kilkadziesiąt godzin skakania w starym, dobrym stylu, ocenionego przez mnie na naprawdę solidne 6/10. Idealna okazja, żeby nadrobić zaległości przed Demon Tides, czyli kontynuacji, która miała premierę w zeszłym miesiącu i zyskała o wiele przychylniejsze recenzje. Ba! Niektórzy nawet mówią, że będzie to platformówka roku 2026. Wcześniej jednak polecam zapoznać się z jedynką. Gorszą, ale z mityczną "duszą".
Opublikowano 3 godziny temu3 godz. Mouse P.I For HireAdrian Chmielarz powiedział w ostatniej rozmowie z Rysławem, że choroba developerów polega na ciągłym poczuciu, że ich gra jest za krótka i za łatwa. W przypadku tej gry jest to zdecydowanie trafna diagnoza. Do poziomu trudności nie mam zarzutów, bo jak mi było za łatwo na normalu, to zmieniłem na hard i już było w sam raz. Niestety długość gry jest przesadzona i to grubo, a tego już się nie da zmienić w opcjach. Myślisz, że to już ostatnia lokacja, a tu jeszcze jedna i jeszcze jedna, potem jeszcze jeden boss i po nim kolejny boss, po którym następuje 50 fala przeciwników, po której następuje walka z bossem, na dokładkę jeszcze z 50 fal przeciwników, a jak by było za mało to na koniec jeszcze jeden boss wymieszany z falą przeciwników.Gdyby twórcy mieli nieco większy umiar, to naprawdę byłoby super. Historia jest spoko (taki kreskówkowy vibe bez napinki i próby uderzania w poważniejsze tony) sekrety są dobrze poukrywane i zachęcają do zaglądania w każdy kąt, voice acting to jest topka i nie mówię tu tylko o Troyu (jego już ogólnie za dużo jest wszędzie, ale trzeba mu przyznać, że dobrze zagrał) bo reszta obsady też wykonała robotę jak należy. Do tego ładna kreska, animacje są zabawne i przyjemne dla oka, lokacje są zróżnicowane i fajnie wykonane.Jak wspomniałem voice acting jest super, ale momentami za dużo jest takiego przeciągłego mówienia i momentów pauzy między kolejnymi kwestiami. Pod koniec już po prostu czytałem sam tekst i przewijałem dalej. Wystarczyłoby chociaż odrobinę podkręcić tempo, bo to często są krótkie zdania, a się wydają być przez to strasznie rozwleczone. Tak samo dialogi są dobrze napisane i sporo jest humorystycznych linijek, które potrafią rozbawić, ale zdarzają się też momenty takiego bełkotu, że jak przy Alanie Wake II zastanawiałem się po odbyciu dialogu "o czym do chuja była ta rozmowa ?". Mimo wszystko scenarzyści się postarali i umieścili wiele fajnych nawiązać do różnych dzieł popkultury:trafił się nawet Resident Evil 2 : )Trochę narzekam, ale to jest finalnie naprawdę dobrze napisana gra. Żaden top, ale jak ktoś chce sobie zagrać w coś utrzymanego w humorystycznym tonie dla relaksu, to jest zdecydowanie dobry adres.Walka to jest taki +/-. Na plus wypada to, że spluwy mają fajny design, walka jest dynamiczna i wymaga ciągłego ruchu, bossy fighty to może nie najwyższa półka, ale trzymają poziom. Poza tym jak ktoś korzysta z pełnego arsenału i żongluje ekwipunkiem, to w póżniejszych etapach przy odblokowaniu wszystkich pukawek robi się naprawdę efektownie. Niestety starć jest za dużo, strzelanie ma kapiszonowy feeling, za mało jest takich momentów, w których naparzenie się z przeciwnikami jest wymieszane z elementami platformowymi, a tu można było coś jeszcze pokombinować i podejść do tego bardziej kreatywnie, żeby przełamać nieco monotonię.Było też parę takich momentów, w których poskakałem po jakichś belkach, parasolach, dachach i mogłem gdzieś się dostać, skaczę, a tu odbicie się od niewidzialnej ściany. Okazuje się, że trzeba przejść przez drzwi na dole, skasować paru gości i dopiero można tam wskoczyć od drugiej strony. Fajnie jakby twórcy dali graczom nieco więcej swobody i możliwość dostania się w jakieś miejsce przynajmniej na dwa różne sposoby, a tak czuć na każdym kroku, że lokacje mają mocno korytarzową i liniową strukturę.Werdykt jest taki, że w mojej opinii gra jest lepsza niż twierdzi redaktor ign (na marginesie chłop im zrobił niezłą promocję, bo ludzie wszędzie cisną bekę z tej recenzji i nawet jeden z devów mówił, że zainteresowanie znacznie wzrosło) ale też nie podzielam entuzjazmu z ocen na steam czy ps store. Tu są takie typowe błędy debiutantów, którzy za bardzo chcieli i przeszarżowali. Na liczniku miałem prawie 17 godzin, a tu powinno być co najmniej te 7-8 godzin mniej i już końcowe wrażenie byłoby dużo lepsze. Daje 7/10, następną grę na pewno kupię i nie żałuje ani złotówki, bo przez lwią część czasu bawiłem się dobrze, ale jednocześnie polecam zaczekać na promocję. Niech chociaż te 3-4 dyszki zjadą z ceny i wtedy mogę polecić z czystym sumieniem. Ogólnie to jest taki typ gry, który najlepiej wchodzi na krótsze sesje do dwóch godzin max, bo im dłużej się siedzi, tym więcej się widzi ograniczeń i tej wszechobecnej powtarzalności.Nie bądźcie za pazerni, a polubicie. Jak grałem ratami to nawet 8 chciałem dać, ale potem odpaliłem jednego dnia na 4 godziny, do tego doszła ta nieszczęsna końcówka gry z milionem przeciwników i na koniec jest oczko mniej. Edytowane 3 godziny temu3 godz. przez Czokosz
Opublikowano 3 godziny temu3 godz. On 4/27/2026 at 5:05 PM, kotlet_schabowy said:Scars Above (PS4)Gdyby nie dosyć entuzjastyczna recka Adamusa w PE, to pewnie nigdy nie zwróciłbym na gierkę uwagi, a tak wpisałem do backloga i sobie leżała, aż przy okazji niedawnej promki kupiłem wersję cyfrową i w sumie nie pamiętając już za bardzo, o co tam w ogóle chodzi (poza tym, że kosmos i strzelanie) odpaliłem.Gdy dotarłem do pierwszego artefaktu, pełniącego tu plus minus rolę Soulsowych ognisk, lekko westchnąłem. No tak, czyli kolejny przypadek wepchnięcia modnych mechanik, które osobiście są mi zupełnie do szczęścia niepotrzebne. Całe szczęście okazało się, że (głównie za sprawą dobrze wyważonego poziomu trudności, grałem na normalu), nie ma tutaj powodów do irytacji, częstego powtarzania walk czy w końcu zbierania zgubionego expa (ten patent w ogóle nie występuje). Czyli trochę sztuka dla sztuki, ot checkpoint, który odnawia nam ammo i ekwipunek, ale ożywia też wrogów.Jak już napisałem we wstępie, Scars Above to kosmiczna strzelanka TPP. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły fabularne (raczej sztampa, a postaci, na czele z protagonistką, są bezpłciowe i już nie pamiętam nawet ich imion, tym bardziej zaskoczyło mnie, jak wróciłem do wspomnianej recki z PE, gdzie elementy te były mocno chwalone), trafiamy na obcą planetę pełną obcych organizmów i poruszając się po raczej korytarzowych (co na plus) poziomach, osadzonych w kilku środowiskach, coś odkrywamy, coś zdobywamy, gdzieś coś przełączamy, po drodze biorąc udział w raczej licznych starciach z wrogimi stworzeniami. Tutaj tkwi główna atrakcja gry. Otóż bronie, których używamy, mają przypisany dany "żywioł", taki jak ogień, lód, prąd czy "truciznę". Przyjemniczaki, na których trafiamy, są bardziej lub mniej wrażliwi na każdy z nich, a także miewają klasyczne słabe punkty, które trzeba zlokalizować (najlepiej- oczywiście- skanując ich cielska), więc momentami trzeba wachlować arsenałem, w międzyczasie używając również innych gadżetów (moim ulubionym była "kula" spowalniająca mobów). Co więcej, można (a czasami nawet trzeba, głównie przy bossach i sub bossach) wykorzystać na swoją korzyść elementy otoczenia/środowiska, co skutkuje w całkiem fajnych akcjach, ot np. możemy rozwalić lód pod przeciwnikiem, co skutkuje jego wpadnięciem do wody, w której staje się już wrażliwy na atak elektryczny. Odkrywanie i wprowadzanie w życie takich rozwiązań daje satysfakcję, szczególnie, kiedy udaje nam się kilkoma strzałami rozwalić bydlaka, z ktorym normalnie trzeba by się trochę męczyć. Mamy tu też oczywiście obowiązkowe drzewko rozwoju (exp rośnie głównie za sprawą odkrywanych znajdziek, także warto zbaczać w odnogi i lizać ściany, można spokojnie odblokować wszystkie perki przy jednym playthrough) i choć większość nowych umiejętności jest umiarkowanie przydatna, tak jedną muszę wyróżnić: przyspieszone przeładowanie w stylu Gearsów (trzeba trafić w odpowiedni moment z powtórnym reloadem).Gra na PS4 prezentuje się tak sobie, ale mam wrażenie, że to nie tylko wina platformy, bo po prostu design, kolorystyka i modele postaci tudzież przeciwników są, z braku lepszego słowa, mdłe. No szaro bure to wszystko, a nawet, jak pojawiają się kolejne BIOMY i wizualnie dostajemy pewną świeżość, tak nadal mam wrażenie, że kolorystyka jest mocno wyblakła. Pomijając to, że było tu trochę glitchy, technicznie jest raczej bez zarzutu, ot niższa rozdzielczość tekstur, 30 klatek animacji itd. Mimo wszystko gra ma swoje momenty, szczególnie gdy podziwiamy jakiś szerszy horyzont, a i efekty atmosferyczne robią robotę.Całość zajęła mi chyba nie więcej, niż 8h, co uznaję w tej formule za plus. Nie przejadło się, ale też nie miałem niedosytu. Dobre proporcje i tempo, brak bezsensownych wypełniaczy, które są standardem w dzisiejszym gejmingu, idealnie skondensowana przygoda. Bawiłem się ogólnie dobrze, ale nie było to przeżycie, które będę jakoś mocno wspominał. Wzorowe wręcz AA.Najlepsza z serii.Zrobiles przypadkiem platyne? Mi wpadla ot tak - idac przed siebie. Gra moze sie podobac lecz tylko i wylacznie grajac w to raz. Drugi raz mogl by ukazac wszystkie braki. 22 hours ago, Hubert249 said:#7/2026Silent Hill 2 Remake (Xbox SX)Sam nie wiem co napisać. Czy mi się podobało, czy jestem rozczarowany? Fabuła wiadomo, tutaj jest rozpierdol od 2001 i w tym aspekcie nic się nie zmieniło, ale czy gra dowozi jak na PS2? Raczej nie. Rozciągnięcie gry blisko dwukrotnie względem oryginału sprawia, że odbiór jest gorszy. Główni winowajcy, to nieszczęsne więzienie i jeszcze bardziej nieszczęsny labirynt. Gęstą atmosferę i cudowne cutscenki zastępuje irytacja, frustracja i znudzenie. Druga sprawa, to ograniczenia studia. Statycznie gra wygląda cudnie, ale James w ruchu, to karykatura. Rusza się jak kukła, zwłaszcza w biegu. Walka wręcz jest kiepska, strzelanie obleci. Z kolei detale rozwalają łeb - paznokcie, ślad po obrączce, umęczona twarz, absolutna perełka. I znowu z jednej strony kapitalne, upiorne wnętrza z drugiej niekończące się odbijanie od zamkniętych drzwi, otwieranie pustych szuflad, czy kolejne fale przeciwników (jak na Silent Hill) psują vibe oryginału. Szkoda. Jest dobrze, ale mogło być lepiej (w sumie gorzej też).James nie jest zadnym dresem wiec nie wie zbytnio jak machac bejzbolem. Co wiecej, widac, ze ma zupelny brak wyszkolenia strzelniczego. Walczy za pomoca kawalka drewna, pozniej rurki, w bardzo niezdarny sposob, trzyma palec na spuscie zamiast miec go w gotowosci na obreczy. Jego nieumiejetnosc obchodzenia sie z bronia jest, a przynajmniej powinna byc, zrozumiala. Moje osobiste odczucia wzgledem remake’u sa bardzo pozytywne, ale to dlatego, ze dlubanie w grze i odkrywanie co raz to nowszych rewelacji sprawialo mi sporo frajdy. James jest naprawde mocno psychicznie zwichrowany.
Opublikowano 3 godziny temu3 godz. Tomb Raider 1 Remastered (PS4) - pierwsze porządne ogranie TR1. Oryginał tylko mi mignął bo swoją historię z serią rozpoczynałem od TR2 który też był moją pierwszą grą na PS1. Jedynka nadal broni się klimatem i wymagającą ale też satysfakcjonującą rozgrywką. Lokacje są odpowiednio rozbudowane i tylko parę było upierdliwych w nawigacji, po prostu trzeba się porządnie rozglądać aby nie pominąć wajchy czy klucza. Sekcje platformowe rzadko kiedy powodowały tanie zgony, częściej był to źle dobrany skok niż pułapka na którą nie można było zareagować. Strzelanie to tutaj bardziej dodatek i dobrze bo przeciwników można podzielić na dwie kategorie: mięso armatnie i upierdliwe pokraki. Walka jest co najwyżej przeciętna ale też dostajemy masę apteczek więc zebrać bęcki można tylko na własne życzenie.Gra sama w sobie mimo prawie 30 lat nadal się broni, trzeba tylko przestawić się na specyficzną fizykę postaci i projekt lokacji. Każdy ruch jest dostosowany do siatki poziomów a w momencie jak już wszystko się ułoży w głowie to śmigamy na autopilocie, oczywiście przy korzystaniu z klasycznego sterowania.Remaster prezentuje bardzo nierówny poziom. Najgorsze są zmiany w teksturach i modelach gdzie widać AI slop, przykładowo zamiast krzyża ankh jest wąż, kobieca twarz na posągu zmieniona na męską czy pulsująca, "flakowa" tekstura podmieniona na "flak" za szybą, woda też biednie wygląda. Nie wyszukiwałem tych zmian, po prostu grając czułem że coś jest nie tak i przełączenie trybu na klasyczny rozwiązywało zagadkę. Ogólnie nie jest źle ale tekstury gryzą się z low-poly levelami i wszelkie problemy są bardziej widoczne. Na plus dodatki w formie strojów, challenge mode i DLC.Jeśli ktoś nigdy nie grał to warto przynajmniej odpalić aby poznać klasyka, z drugiej strony TR2 jest dla mnie lepszą grą, istnieje świetne Anniversary a za jakiś czas wyjdzie Remake. Sytuacja trochę jak z OG RE1. W próżni samą grę bym ocenił na 8, jakość remastera 6 więc wychodzi 7/10
Opublikowano 2 godziny temu2 godz. 45 minut temu, Yap napisał(a):James nie jest zadnym dresem wiec nie wie zbytnio jak machac bejzbolem. Co wiecej, widac, ze ma zupelny brak wyszkolenia strzelniczego. Walczy za pomoca kawalka drewna, pozniej rurki, w bardzo niezdarny sposob, trzyma palec na spuscie zamiast miec go w gotowosci na obreczy. Jego nieumiejetnosc obchodzenia sie z bronia jest, a przynajmniej powinna byc, zrozumiala.Moje osobiste odczucia wzgledem remake’u sa bardzo pozytywne, ale to dlatego, ze dlubanie w grze i odkrywanie co raz to nowszych rewelacji sprawialo mi sporo frajdy. James jest naprawde mocno psychicznie zwichrowany.To jest wszystko prawda. Szkopuł w tym, że skoro walka jest pokraczna przez brak militarnego wyszkolenia Jamesa, to niech nie robią z Silenta drugiego RE4 remake pod kątem ilości przeciwników. Bloobery stworzyli dobrą grę, ale pod tym względem dali dupy. Tak się z nich ludzie śmiali przed premierą, że w ich poprzednich grach nie było walki i pewnie nie potrafią jej zrobić dobrze, że podeszli do tego ambicjonalnie i dojebali do pieca żeby coś udowodnić.Szkoda tylko, że nie posłuchali graczy i nie wydali póżniej jakiejś łatki zmniejszającej zagęszczenie przeciwników. To jeszcze można było wyprostować. Edytowane 2 godziny temu2 godz. przez Czokosz
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.