Opublikowano poniedziałek o 10:083 dni Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Yakuza Kiwami 3 & Dark Ties (PS5)To moja uwaga JEDENASTA część Yakuzy w przeciągu 37 miesięcy. Wychodzi 3,36 Yakuzy rocznie, już dawno powinienem przedawkować, a jednak wciąż jestem w Kamurocho, dodatkowo z pierwszym calaczkiem Yakuzowym :). Jaka była ta część? To jest kontrowersyjny temat, jak i kontrowersyjny jest to remake, ale tylko jak ktoś grał dużo w stare Y4, a ja znałem Y4 z recapów i do tego szczerze mało z nich pamiętałem. Fabularnie zaorali temat totalnie zmieniając zakończenie na wyraźnie dziwniejsze, mnie ciężko jest wyciągać wnioski, ale wygląda na to, że będzie zmiana postaci i będzie też nowy mroczniejszy spinoff, na co akurat bardzo liczę. Cała gra jest jak już okładka pokazuje podzielona na dwie duże części, po lewej Kiryu z Y3 Kiwami, po drugiej nowa historia, prequel z Mine. K3 KiwamiPrzygoda Kiryu jest podzielona na standardowe dla Yakuz chaptery, jest zwarta i krótka, skrócona znacznie względem oryginału. Jak ktoś nie robi side contentu, to ma spokój, bo niemalże wszystko zrobili opcjonalnie, nawet Sierociniec. Wycięli też większość side stories na korzyść innych aktywności, jak dla mnie ciekawszych, bo szczerze mówiąc side stories w Yakuzach dla mnie nigdy nie były czymś, co chciałbym robić w ilości 100 sztuk, bo z reguły były do dupy, lekko mówiąc nudne. Tutaj jest ich tylko 31, plus 8 w Sierocincu, dodatkowo 13 coś podobnego do sub stories w Dark Ties. W sumie zatem 52 sztuki (kilka z nich nawet z częściowym voice actingiem, wow xD), a w Y3 było ich bodajże 119 w wersji japońskiej. Dla mnie dobra zmiana, szczególnie jak ktoś chce maskować grę i robić wszystko.Co do robienia wszystkiego w Y3 Kiwami jest to szalenie fajne i zróżnicowane, mamy Lala Mobile znane z części z Ichibanem, mamy ulepszanie anten telefonu, dwa najlepsze w serii systemy walki (szczególnie polecam ten czerwony), wojny gangów motocyklowych i Sierociniec, który jest też podzielony na kilka części i każde nasze dziecko z Sierocinca ma też swoje substory. Minigry znowu dają radę, jak to w serii bywa, jest tego pełno i nie jesteśmy zmuszani do ich robienia w story, a i opcjonalnie mamy sporą gamę do wyboru, by osiągnąć jakiś tam cel np. lekcje z dzieciakami, albo gra z nimi w Reversi buduje nam ten sam social link podobnie szybko. Wraca też Arena (również raczej okrojona, zwarta, tylko 10 walk) i jak zwykle stanowiąca jakieś tam wyzwanie walki z Amonami jako nagroda za ukończenie innych aktywności na mapie (tym razem jest ich więcej niż 1 sztuka). W grze dostępne są dwie główne lokacje, jak zwykle oczywiście Kamurocho i dodatkowo jedna z dzielnic Okinawy. Graficznie lepiej prezentuje się ta pierwsza (no ciężko, żeby asset z ostatnich 10 gier nie był jeszcze dopracowany wiem :)), w Okinawie są jakieś drobne rzeczy, patche już poprawiły tam cieniowanie, bo w demo było katastrofalne, można się jednak czepić, że Dragon Engine może lepiej, bo Kiwami 2 wyglądało lepiej. Tutaj minus.Całościowo content z Kiryu oceniam ogólnie na 9/10, było świetnie, lepiej niż przypuszczałem. Dark TiesHmm, nie wiem co tutaj powiedzieć, to trochę tak jak z Abby z Tlou2, na początku w ogóle nie chciałem na typa patrzeć, a na jego kolegę Kandę tym bardziej. Potem jednak było już lepiej. Trzeci system walki z nowymi skillami, stylistyka nieco bardziej krwawa, mroczna, ale niestety historia jest bardzo krótka i budowanie relacji z Kandą nieco krindżowe. DLC dla mnie trochę uratował tryb rogalikowy. Nie przypominam sobie, by taki był już w Yakuzie, w każdym razie jak na pierwszy raz wyszło dobrze, zbieramy w nim ekipę podobnie jak w gangach motocyklowych u Kiryu, jednak tutaj w przeciwieństwie do K3 Kiwami tracimy wszystko w przypadku śmierci, więc warto być ostrożnym. Dark Ties oceniam na 7/10. Cała gra mnie nie zawiodła, bardzo czekałem na ten rimejk, nigdy jeszcze nie grałem w Yakuzę, która by mnie wynudziła (miałem kryzys w pierwszym Judgment, ostatecznie jednak udało się ograć), po prostu uwielbiam styl RGG, sos Segi i ten klimacik retro w ich mikro światach, ocena solidne 8/10. W rankingu Yakuz gdzieś pewnie w środku z tych co grałem (nie grałem w 4 i 5, bo ten gameplay dla mnie nie do przejścia, poczekam na Kiwami :)). Like a Dragon: Infinite Wealth na razie wciąż bezapelacyjnie RGG GOAT > Kiwami 2 > Yakuza 0 (wspaniała gra, ale ten gameplay jest stary, może rimejk już warto zrobić :)) > Yakuza: Like A Dragon > Yakuza 6 > Kiwami 3 > Kiwami 1 > Lost Judgment > Like a Dragon: Pirate Yakuza in Hawaii > Like a Dragon Gaiden: The Man Who Erased His Name > JudgmentCo dalej w serii? Nie wiem, teraz czekam na Stranger Than Heaven, ale będę zdziwiony, jak za rok nie wyjdzie jakaś Yakuza, albo trzy, chociaż z drugiej strony nowy odświeżony silniczek ze Strangera wymaga nieco pracy, gdyż zakładam, że nowa część już na nim. Na pewno zapowiada się wreszcie zmiana pokoleniowa dla serii, a kto będzie głównym bohaterem?Ichiban i Man who also erased his name?Mine imo.
Opublikowano poniedziałek o 12:353 dni Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Metroid Prime 4 (Switch 2)No tak średnio to wyszło. Pustynia kompletnie niepotrzebna, dodatkowe beamy poza lodowym są bezużyteczne i częste niańczenie komunikatami gdzie mam iść irytują. Trochę to wygląda jak Ocarina of Time - duży, pusty hub, i lokacje na jego krańcach. Jakbym chciał zagrać w Zeldę, to bym sobie odpalił TotK, a nie Metroida. Według wywiadu z Kensuke Tanabe zdecydował się on na wprowadzenie pustyni, bo w internecie były głosy mówiące o otwartym świecie w Metroidzie. Pod koniec produkcji skapnęli się że nie tędy droga, ale było już za późno na tak gruntowe zmiany. Mam też wąty do samych lokacji: są do bólu liniowe, i mało wertykalne. Niby są podzielone na lodowe, ogniste i takie tam, ale większość czasu spędza się w tunelach ewidentnie inspirowanych twórczością Gigera. Tylko pierwsza lokacja jakoś się broni, bo to las, ale też jest liniowa. Najbardziej uderzyła mnie jednak licencja na motor. Serio? Nosz do chuja wafla, to jest Metroid czy Gran Turismo? Takie coś to można sobie dodawać jako osobny tryb.Są też jednak i pozytywy: Muzyka choć nieco słabsza niż w poprzedniczkach, ciągle jest dobra, podobnie jak dźwięki (nowy charge beam brzmi soczyście). Graficznie nie mam nic do zarzucenia, jest to najlepiej wyglądająca odsłona serii na dzień dzisiejszy, do tego całość jest w stałych 60fps, z wyjątkiem dwóch cutscenek na koniec gry, gdzie trochę szarpało. Grałem chwilę w trybie 120fps, ale prawdę powiedziawszy wyglądało mi to bardziej na 90fps. Bossfighty są całkiem fajne, z tym że prawie wszystkie opierają się precyzyjnym celowaniu w słabe punkty.Nie tego oczekiwałem, zdecydowanie najsłabsza część serii, ale mimo bolączek miałem jakąś satysfakcję z gry. A jako samozwańczy kardynał kościoła Metroida mam ogłoszenie duszpasterskie do wszystkich, którzy pisali że chcieliby otwarty świat w serii, i Tanabe czytał te wypociny:Metroid Prime 2 (Gamecube)Odświeżająca gra po MP4. Klasyczny Prime, ale tym razem z twistem, bo planeta ma dwie wersje: zwykłą i mroczną. Można między nimi przechodzić przez portale rozrzucone po mapie, i często zablokowane przejścia w jednym wymiarze da się obejść w drugim, ewentualne je w nim odblokować. Nie ma tutaj wszystkich powerupów z poprzednich części, są natomiast zamienniki, takie jak na przykład pseudo jetpack ułatwiający poruszanie się pod wodą, czy kompletnie nowe beamy (light i dark, są bardziej efektywne na przeciwników z przeciwnego wymiaru) które mają własną amunicję.Gra jest bardziej nastawiona na walkę, i sporo powerupów zdobywa się przez pokonanie bossów którzy je posiadają. Same bossfighty tutaj są chyba najbardziej kreatywnymi walkami w całej serii, nawet jest jeden guardian z którym się walczy będąc cały czas w formie morph ball, a jest tego więcej. Ponownie trzeba zbierać klucze żeby otworzyć dostęp do ostatniej lokacji, ale tutaj jest to tyle łatwiejsze, że po przeskanowaniu odpowiednich zwłok gra wprost podaje nazwę pomieszczenia gdzie znaleźć jeden z nich. Sama mapa złożona jest z czterech stref połączonych ze sobą, przez co przemieszczanie się między nimi jest łatwiejsze niż w poprzedniczce, ale i tak można się zgubić. Muzyka ponownie robi robotę, i tak jak MP1 są tutaj odświeżone utwory z Super Metroida, a mianowicie motyw z Maridii i Green Brinstar. Dodatkowo w miejscu z powerupem pojawia się jingle z odsłony z NES. Graficznie jest w zasadzie to samo co w MP1, też 60fps z okazyjnymi spadkami gdy dużo się dzieje. Bardzo dobra część serii, choć trudniejsza niż zwykle przez nastawienie na walkę.Wuchang: Fallen Feathers (PS5)Całkiem kompetentny klon soulsów, z wkładem własnym. Główną różnicą od gier FS jest drzewko rozwoju, w którym oprócz przydzielania statystyk jest również wykupowanie skilli, ulepszenia broni i flaszek. Pomysł niby dobry, ale do niektórych ulepszeń trzeba się dokopać. Na plus za to jest upgrade broni, bo nie jest przypisany do konkretnego oręża, tylko do całej klasy (tych jest 5). Nie ma też degradacji pancerza, wszystko wiecznie jest jak nowe, i można zmienić jego wygląd jeśli postać wygląda w nim jak maszkaron.Mapy mają wiele ścieżek, i można autentycznie się zgubić, bo wiele przejść wygląda podobnie. Oczywiście są skróty, drabiny, i drzwi które trzeba odblokować z drugiej strony. Do tego questy u npców na zasadzie "przynieś/zanieś przedmiot", i niektóre z nich mają wpływ na zakończenie, których jest cztery. System walki jest typowy dla gatunku, za wyjątkiem magii. Nie ma paska MP, tylko ładunki które nabija się między innymi unikami. Oprócz magii można je wykorzystać do specjalnych umiejętności przypisanych do broni, albo szybszego ładowanego ataku. Graficznie jest całkiem ładnie i szczegółowo, ale zdarzają się momenty w których pojawiają się tekstury niskiej jakości. Do wyboru są trzy tryby wydajności, osobiście polecam 60fps, z tym że nie jest on idealny, bo stuttering pojawia się bardzo często. Dźwiękowo standard, dupy nie urywa.W grę wjechałem w ciemno, widziałem tylko jeden trailer i to dawno. Dojechałem wszystkich bossów w grze, i zeszło mi z tym 44 godziny, miałem dobre zakończenie. Spodobało mi się na tyle, że robię drugą rundę, może pocisnę platynkę.
Opublikowano wtorek o 19:272 dni #5/2026BORDERLANDS 3Bardzo dawno temu skończyłem dwie pierwsze części. Nie jestem fanem gier tego typu, bo generalnie mam w dupie endgame, ale Diablo czy Division zawsze chętnie zaliczę w "singlu". Nie inaczej było z Borderlands. Gra posiada turbo przyjemy gunplay i oczywiście dziesiątki przedziwnych broni. Według mnie gra jest odrobinę za długa i lokacje mogłyby być lepsze ( gdzieś tam w połowie zgubił się ten Mad Maxowy vibe), ale nie żałuję, bo pukawki na wysokich levelach to jest
Opublikowano wtorek o 19:372 dni Halo Wars: Definitive Edition (XB1S)Największy gierkowe nieporozumienie ostatnich miesięcy u mnie. W sensie, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby nagle w to grać. Powtórnie. Na konsoli. W dodatku starej. Na padzie. Zamiast na PC przy użyciu myszy i klawiatury, jak cywilizowany człowiek...Nabijam się tutaj, oczywiście, ale fakt, że Halo Wars przeszedłem już w 2018 na PC przy okazji jakiegoś darmowego weekendu na Steam. Pamiętam, że przeszedłem całą kampanię w trzy dni i ogólnie mój stosunek do gry był dość obojętny. Na zasadzie "fajne, do zagrania, ale nic specjalnego".Trochę więcej siedziałem ostatnio na Xboxie i jakoś tak wyszło, że przy okazji promocji kupiłem obie części Halo Wars. Bardziej byłem zainteresowany dwójką, ale odpaliłem "na chwilę" jedynkę i muszę przyznać, że się wciągnąłem. I to pomimo tego, że grałem chyba po raz pierwszy w RTSa na padzie.A może właśnie dlatego? No bo jak już wspomniałem, Halo Wars na PC nie był moim zdaniem niczym specjalnym. Dało się od razu odczuć, że gra była tworzona od początku z myślą o padzie i konsoli, przez co wiele aspektów rozgrywki mogło się wydać albo uproszczonych, albo banalnych na kąputrze.I chyba samo "doświadczenie" grania na konsoli było tutaj kluczowe, jakkolwiek głupawo to brzmi. Tak jak TimeSplitters jest moim ulubionym konsolowym FPSem, gdyż był od początku tworzony z myślą wyłącznie o grze na padzie, tak chyba i w Halo Wars grało mi się lepiej rozwalonym na krześle z padem w dłoniach i kotem na kolanach, niż kiedyś przy użyciu myszy i klawiatury. Przerażające, wiem...Powyższy zbędny kontekst i okoliczności sięgnięcia po starą grę zajmą pewnie więcej miejsca, niż same wrażenia z gry. Interesowała mnie tylko kampania HW, a ta składa się zaledwie z 15 misji dla jednej frakcji. Misje są nawet ciekawe i urozmaicone, często oparte o konkretną mechanikę, co uważam za duży plus. Nie były one ani za krótkie, ani za długie, jak na mój gust, ale samo tempo akcji jest raczej szybkie przez większość czasu, także ze względu na częsty Timer, bądź zadania opcjonalne. W dodatku na niektórych(?) mapach znaleźć można pickupy, odblokowujące jakieś bonusy, albo modyfikatory do zabawy. Ogólnie jest co robić i zakładam, że swego czasu jak ktoś grał multiplayera, albo grał wyłącznie na konsoli i nie miał innych gier tego gatunku pod ręką, to HW był z pewnością bardzo przyzwoitą pozycją.Nie zmienia to faktu, że gra jest uproszczonym reprezentantem gatunku RTS, właśnie pod kątem optymalizacji dla konsoli oraz gry na padzie. Jednostkom nie wydajemy rozkazów - mamy tylko automatyczny Attack-Move oraz zdolność specjalną. Poza tym jednostki działają i reagują same. W sumie spoko rozwiązanie, odciążające mocno gracza, aczkolwiek pathfinding mógłby być lepszy. Dużo komend bazuje na Radial Menu oraz skrótach na padzie. Niemniej jednak nawet jako PeCeciarz muszę przyznać, że bardzo sprytnie zostało wszystko zaimplementowane i przemyślane. Właściwie jedyne czego mi brakowało, to jakiejś opcji grupowania konkretnych jednostek. Można skakać pomiędzy armiami, można zaznaczyć wszystkie jednostki na mapie, bądź na ekranie, jak i można zaznaczać je kursorem. Ale jeśli chcemy skoczyć do jednej konkretnej grupy i precyzyjnie wydać rozkaz, to trzeba trochę pokombinować "skrótami", bądź dobrze trafić na mapie. A niekiedy bardzo niski FOV trochę utrudniał zaznaczenie tego, czego chcemy. Nie pamiętam, czy PC miał taką samą kamerę, ale chwilami przydałby się większy zoom-out.Fabuła... była. Nic szałowego, ale też dodam, że nie znam lore Halo, więc nie wiem, jak to się ma do uniwersum, ani czy w ogóle ma to jakiekolwiek znaczenie. Postacie stereotypowe i chyba tylko cyniczna Serina trochę rozluźniała atmosferę. Kilka fajnych cut-scenek i ogólnie spoko pretekst dla poszczególnych misji, ale zarazem nic, co będę pamiętał dłużej niż tydzień.Może rozegram w wolnej chwili jeszcze jakiś Skirmish, ale ogólnie fajnie się grało i wystarczy. Przynajmniej jedynki, bo HW2 już czeka zainstalowany na swoją kolej. Choć mógłbym to śmiało przejść na PC, to przeboleję jakoś te 30fps i również pogram na starym Xboxie. A PC może kiedyś w przyszłości, jak mi się spodoba, bo to i tak jest cross-buy.
Opublikowano środa o 10:231 dzień Nine Sols8/10Wydaje mi się, że mało jest o tym tytule wspominane w różnych regionach internetu a szkoda. Metroidvania która choć nie wymyśla koła na nowo to zna swoje mocne strony i je dopracowuje do perfekcji. Zachęciło mnie określenie sekiro-like i mogę jedynie je potwierdzić bowiem największy wyróżnik czyli system walki oparty jest głównie na parowaniu. Oprócz tego mamy do dyspozycji łuk z ograniczoną ilością strzał i wybuch talizmanu czyli przelot przez wroga z wciśniętym R1 by naznaczyć go chińskim znaczkiem, który wybucha po czasie. Ułatwiające życie narzędzia, przydatne przy niejednym bossie by skrócić zauważalnie walkę jednak na nic się to zda gdy nie opanujemy parowania i rytmiki ataku przeciwników. Sama możliwość użycia talizmanu jest zależna od posiadania ładunków a te nabijamy wykonując skuteczne "parry". Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że tytuł ten ma świetnie, tj. czytelnie i uczciwie zaprojektowane walki. Przez dosłownie całą grę nie miałem ani jednej walki z bossem, która miałaby w sobie znamiona "bullshitu". Krzywa uczenia jest płynna, z każdym podejściem idzie nam coraz lepiej aż wiemy, czujemy że znamy swojego adwersarza i pozostaje tylko popełnić jak najmniej błędów. Przez to wszystko nie ma tutaj irytacji związanej z dziwnymi rozwiązaniami a jedynie z naszymi błędami i o wiele przyjemniej jest podchodzić do kolejnej próby.Poza tym? Jadeity ułatwiające różne aspekty walki które znajdujemy lub kupujemy (waluta wypada z wrogów) i dowolnie wymieniamy (aczkolwiek miejsca na nie trzeba sukcesywnie dokupywać) a nasze dodatkowe zabawki mają po 3 różne wersje działania co daje możliwość dostosowywania wyposażenia pod konkretne walki. Drzewko umiejętności zwiększające naszą moc i możliwości bojowe, ulepszanie i zwiększanie liczby użyć fajki leczniczej i innych przedmiotów, npc i ich mini questy, wpisy poszerzające lore, mini-bossowie, niewiele przy tym sekcji wymagających stricte zręczności, bardzo mało jakichś irytujących pokoi z pojawiającymi się kilkoma przeciwnikami, unikalny klimat świata określony jako tao-punk. Skończyłem z przyjemnością i zabrakło mi dosłownie 1 pucharku do platyny ale tutaj objawia się chyba największa dla mnie wada czyli brak ng+. Kiedyś go sobie dobije jak nieco odpocznę i nabiorę ochoty na powrót ale właśnie tutaj widnieje największa różnica względem np. The Last Faith. TLF zacząłem drugi raz bo jest (z opóźnieniem ale jednak) ng+ a także możliwość zmiany broni i spróbowania odnalezienia się w innym tempie i atakach specjalnych. Nine Sols tutaj także przypomina Sekiro bowiem zmiany broni nie ma, tak jak typowo RPG-owego systemu rozwoju. Jeśli to komuś nie przeszkadza i ma ochotę na coś wymagającego to serdecznie polecam. Dodam, że tytuł choć korzenie ma z Tajwanu to oferuje spolszczenie i wybór poziomu trudności - albo standardowy albo fabularny, który można dostosować pod siebie zmieniając mnożnik obrażeń zadawanych i przyjmowanych.
Opublikowano środa o 18:541 dzień Skończyłem sobie Phoenix Wright: Ace Attorney. Bardzo fajna czytanka zabijanka. Dużo humoru, wybitna ścieżka dźwiękowa, mnóstwo wyrazistych bohaterów i fajne sprawy do rozwiązania, polecam. Z minusów nie podobała mi się oprawa graficzna, widać że to staroć i mimo zremasterowania wypada dość blado przy dzisiejszych visual novelkach. Zbyt łatwe sprawy, idzie sie jak przecinak i dopiero przy ostatniej rzeczywiście trzeba cokolwiek użyć mózgu przy kilku rzeczach. Sterowanie po lokacjach dość niewygodne, trzeba sie niepotrzebnie przekopywać przez kilka obszarów żeby gdzieś dojść. Do tego 2 ostatnie sprawy jak na mój gust były nieco zbyt długie.
Opublikowano środa o 19:411 dzień 46 minut temu, Pupcio napisał(a): Do tego 2 ostatnie sprawy jak na mój gust były nieco zbyt długie.To lepiej nie graj w nic poza oryginalną trylogią.
Opublikowano środa o 19:511 dzień A nie zamierzałem nawet Ja to rzadko ruszam takie czyste visualki, dwójke pewnie dopiero rusze na jesień jak sie zrobi zimno i ciemno
Opublikowano 20 godzin temu20 godz. Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem. Po jakichś 15 godzinach padł Cronos: The New Dawn. Nie wszystkie z tych godzin będę wspominał miło i nie wynika to bynajmniej z faktu, że gra jest jakaś ryjąca banię grozą. Po prostu czułem bardzo mocny dysonans między, nazwijmy to, elementami świata przedstawionego, a tym, co oferował gameplay. Bo mamy tu miks świetnie wykreowanej rzeczywistości i co najwyżej poprawnego gameplayu, który zaciąga niby ze wszystkich wzorców gatunku, stara się posiadać jakieś swoje wyróżniki, ale chwilami solidnie zamula.Zacznę od tego, co niewątpliwie działa - wizja Krakowa z lat 80., który został zdewastowany przez obrzydliwie mutującą ofiary chorobę robi wrażenie. Do tego bardzo ładnie wypadają retrofuturystyczne projekty postaci czy sprzętu, a całość ładnie zostaje wzbogacona syntetyzatorowym plumkaniem. Daje to naprawdę udany klimat, a i sama fabuła wypada zaskakująco dobrze. Nie są to niby motywy szczególnie wyjątkowe, ale bardzo na plus oceniam to, jak zostaje poprowadzona fabuła i to, że w zasadzie:lekkie spoilery, bardziej poruszane wątki, niż fabuła sensu strictenajwiększym horrorem są nie zarażeni jako potwory, a wątek tożsamości i prawa do dysponowania nią uwidaczniający się w naszej bohaterceA jak się w to gra? W teorii wszystko zrobiono podręcznikowo przy tej konwencji - zarządzamy ekwipunkiem i ograniczonymi zasobami (ale nigdy nie znajdziemy się w sytuacji, gdzie wystrzelamy się całkiem z amunicji, no chyba, że mamy dużego zeza czy coś), nawigujemy naszą ociężałą protagonistką starając się unikać zwarcia, bo w tymże ani nie mamy uników ani skutecznych narzędzi do walki wręcz, a eliminując przeciwników staramy się nie doprowadzić do sytuacji, w której ci wchłoną truchła pozostałych i się w ten sposób dokoksują. Bonusowo rozwalamy wybuchowe beczki. No i mamy moc "odnawiania" obiektów, która czasem używana jest w walkach, zwłaszcza z bossami i skoki między platformami grawitacyjnymi, które to mechanicznie miały potencjał, ale gra wykorzystuje je tylko w ostatniej walce.No i leziemy, strzelamy, leziemy, strzelamy, mamy aż jedną zagadkę w grze, no i leziemy i strzelamy. I nie byłby to zarzut (lubię dużo gier, gdzie się lezie i strzela), ale ze względu na bardzo ograniczoną liczbę rodzajów przeciwników i raczej mało kreatywne projekty pojedynków (co gorsza, bossowie też się głównie powtarzają) zaczyna to w pewnym momencie nieco męczyć. Sekcję od szpitala do opuszczenia pewnego zabytkowego budynku przechodziłem mocno zmuszając się do gry, bo czułem się już zmęczony. Końcówka znowu była bardziej wciągająca, ale spokojnie i szpital i drugą miejscówkę można by mocno skrócić i bawiłbym się lepiej.A sama horrorowość? Gra nie straszy - ot, są jakieś jump scary, dosyć powtarzalne, ale ani nie ma tu sytuacji, gdy gra sugeruje wyobraźni najstraszniejsze możliwe rzeczy za załomem, ani nie czujemy dużego stresu związanego z brakiem zasobów. Ot, jeżeli mamy praktycznie wyzerowaną amunicję, to najbliższa skrzynia czy ubity wróg dostarczą nam akurat tyle amunicji, aby przetrwać kolejną walkę. Potwory miały znacznie większy potencjał uwzględniając mocno "fizyczny" charakter horroru, ale poza typami zwisającymi ze ścian i bossem we wspomnianym zabytku żaden nie miał jakiegoś co bardziej odpychającego designu.Grę skończyłem pchany głównie bardzo odpowiadającym mi klimatem i pewną ciekawością związaną z przebiegiem fabuły w drugiej połowie gry, natomiast gameplayowo to tytuł bardzo przeciętny. Ja wiem, że team B Blooberów, że gra powstawała oddzielnie od rewelacyjnego SH2R, że to doświadczenie na pewno zaprocentuje przy kolejnej "akcyjnej" grze Krakowiaków, ale po prostu mimo bardzo pozytywnego nastawienia i wybaczania różnych rzeczy nie jestem w stanie tej gry ocenić jako więcej, niż niezłej.
Opublikowano 8 godzin temu8 godz. Nightmare Creatures IIJako 8/9 latek pierwszy raz wziąłem się za bary z tym tytułem i poległem. Z tamtego okresu w pamięci utkwiła mi pierwsza cutscenka, w której to główny bohater na zmianę kręci się w kółko po pokoju i siada ze zwieszoną głową na łóżku. Wtedy jeszcze nie rozumiałem angielskiego, ale po jego zachowaniu wydedukowałem, że chłop przechodzi przez jakieś załamanie nerwowe. No ale jak wiadomo cutscenki w tamtych czasach długo nie trwały i szybko trzeba było przejść do konkretów. Biorę siekierę w łapy, wychodzę przez drzwi i ginę raz za razem finalnie nie kończąc pierwszego poziomu.20 lat póżniej nadal wraca do mnie ta gra we wspomnieniach. Oczywiście raz na jakiś czas, bo to nie było tak, że przez tyle lat nie mogłem spać po nocach przez podrażnioną ambicję i nie mógłbym umrzeć szczęśliwy bez dotarcia do napisów końcowych. Jednym z powodów było również to, że w końcu mój ojciec złapał za pada i postanowił spróbować swoich sił. Jego wcześniejsze doświadczenie to zagranie kilku meczów w Fifę, więc ciężko było być optymistą. No ale ku mojemu zdumieniu ubił parę maszkar więcej, pokonał większy dystans, potem go niestety zaciukali kilka razy i trzeba było zaczynać cały etap od nowa. Więcej prób nie podejmował, bo już dalej nie chciało mu się grać. To był ostatni dzień w moim życiu, w którym widziałem starego... z padem w ręku, najwidoczniej nie złapał bakcyla, a szkoda, bo radził sobie nieżle.Wróciłem po tylu latach i pierwsze co mnie uderzyło to fakt, że design lokacji i potworów nadal robi wrażenie. Lokacje są mroczne i różnorodne (jakieś cmentarze, kino, paryskie i londyńskie uliczki, kanały, szpital psychiatryczny) bestie też są niczego sobie i dobrze się prezentują. System walki jest mocno ograniczony i niewiele oferuje z dzisiejszej perspektywy, ale trzeba oddać twórcom, że to jedna z tych gier, przy której trzeba trzymać nerwy na wodzy i nie napalać się zbytnio, bo jeden cios za dużo i można dostać kontrę, środki lecznicze są ograniczone, wrogów jest sporo. a i pasek hp nie należy do najdłuższych jakie widziałem, więc każdy błąd boli podwójnie. Nieraz było tak, że modliłem się o apteczkę i leciałem na oparach pokonując kilku oponentów po drodze walcząc maksymalnie zachowawczo byle nie dać się trafić. Dodatkowym ułatwieniem jest to, że co jakiś czas można znależć zaklęcia albo amunicje do broni palnej i skasować jakiegoś bydlaka bez wchodzenia z nim w walkę w zwarciu.Zawiodły na pewno bossy, ale też biorę poprawkę na wiek produkcji. Praktycznie każdy z nich to leszcz na jedną próbę (jeden z nich poszedł na trzy hity i cała walka trwała może z pół minuty) a ostatni to już w ogóle zrobiony przez twórców na szybko byle skończyć grę i pojechać na urlop. Czasówka w stylu podłóż dwie bomby, masz na to ileś tam sekund, potem cutscenka jak skurwiel wylatuje w powietrze, a główny bohater znajduje w końcu swoją zaginioną partnerkę i to by było na tyle, dziękujemy za uwagę.Pomimo tych wszystkich archaizmów kocham ten tytuł i muszę przyznać, że jest tak dobry jak go zapamiętałem. Za dzieciaka pokochałem go za klimat, a znienawidziłem za poziom trudności. Teraz w końcu mogłem się nim cieszyć bez większej frustracji, bo mój skill nareszcie pozwala mi grać w coś trudniejszego niż kangurek kao.Po ukończeniu poczytałem trochę na temat dalszych losów tej marki i okazało się, że trzecia część została skasowana (urywki z intro trójki wyglądają jak jakiś Resident Evil Village demake) potem jeszcze w planach był remake/reboot, ale finalnie projekt został porzucony. Ktoś może powiedzieć, że póżniej nadszedł Bloodborne, więc głód na grę w podobnych klimatach został zaspokojony, ale i tak szkoda, że tak to się wszystko potoczyło. Jakoś 3-4 lata temu skończyłem pierwszą odsłonę (w nią akurat nie grałem za dzieciaka, zacząłem od dwójki) dzisiaj drugą i chciałbym jeszcze, ale niestety nie można mieć wszystkiego. Może gdzieś w alternatywnym wszechświecie cieszą się 10 odsłoną Nightmare Creatures, która robi furorę jak u nas seria RE albo Silent Hill. Edytowane 20 minut temu20 min przez Czokosz
Opublikowano 7 godzin temu7 godz. Super Mario Galaxy (Switch)Post z poślizgiem, bo "fabułę" ukończyłem z miesiąc temu, ale w planach miałem pobawić się jeszcze trochę w endgame i dobić do tych klasycznych 120 gwiazdek (na razie stanęło na 100 albo 101). Cóż, nie wyszło xD. Ale wszystko przede mną. Choć wiem, że tam się coś jeszcze odwala i komplet to bodajże dwukrotność tej liczby, no ale już bez przesady. Ciężko mi męczyć grę, kiedy już nastąpiło jakieś jej oficjalne zakończenie, dlatego też staram się robić wszystko, co dam radę, zanim dotrę do napisów końcowych. Ot taka przypadłość, nie poradzę.Zgodnie z własną tradycją, Mariana trzymałem na okres świąteczny. Powoli mi się już notabene kończą główne gry z serii, ale grunt, że SMG2 jeszcze czeka, może do tego czasu zapowiedzą coś nowego. No ale wracając: SMG idealnie wpasował się w świąteczno-noworoczną i ogólnie zimową atmosferę, ale przede wszystkim jest po prostu świetną grą. Chociaż (tu mogę się co niektórym narazić) oczekiwałem chyba czegoś jeszcze mocniejszego. Może wręcz czegoś niemożliwego, bo po tak wysokim poziomie hype'u i prawie 20 latach pompowania balona, jakoby to SMG i jego sequel były mesjaszami platformówek i przeżyciem wręcz mistycznym, w zasadzie ciężko było sprostać oczekiwaniom.Żeby nie było: to wspaniały platformer. W sumie nie mam się do czego przyczepić, może poza niezmienną i IMMANENTNĄ cechą Marianów w 3D, czyli specyficznym feelingiem bohatera i lekką ociężałością skoków (i zminimalizowaną możliwością manewrowania w powietrzu) tudzież "ślizganiem się" i rozpędzaniem. Nieraz skutkowało to zrobieniem salta zamiast skoku z rozpędu. Inna sprawa, że podstawowe playthrough i nawet to 100 gwiazdek nie stanowiły jakiegoś specjalnego wyzwania (dosłownie parę "kometowych" czelendży wymusiło kilka powtórek, przy czym wyzwanie polegało głównie na tym, że po śmierci trzeba zaczynać od samego początku, chociażby zbierając 100 fioletowych gwiazdek na poziomie). O właśnie, to może od razu dorzucę minusik za system komet: kto grał, ten wie, ogólnie chodzi o to, że pojawiają się randomowo, ewentualnie można je "przywołać" za walutę (tylko u jednego NPCa), ale też niekoniecznie tam, gdzie akurat mamy jeszcze coś do zdobycia. Zbędna upierdliwość. Występują tu też inne dziwne pomysły, które zwalam na karb wieku SMG. Ot np. dla testu chciałem sobie sprawdzić inną postać na osobnym save. Po powrocie do "swojego" Mariana, miałem wyczyszczony licznik żyć. Dzięki Nintendo.No dobra, bo jak nieraz wspominałem, łatwiej pisze się o czymś, co w grze uwierało, a potem w poście jest dysproporcja między pochwałami i ganieniem. Bawiłem się naprawdę bardzo dobrze. Czysty fun i radocha, czyli magia N w pigułce. Za sprawą zasadniczego pomysłu na gameplay, jakim są mini planety (choć trafiamy też na większe), SMG jest, że tak powiem, mocno natychmiastowe. Nie żebym jakoś często grał z doskoku, ale jak się już zdarzyło, to można było sobie spokojnie zapewnić jakiś element postępu przy krótkiej sesyjce. Choć nie ukrywam, że jestem fanem raczej bardziej "klasycznej" otoczki i dla mnie opus magnum w świecie hydraulika dalej pozostaje Odyseja. Ale Galaxy to taki trochę złoty środek, bo są tu, jak wcześniej napisałem, również obszerniejsze levele. Ogólnie dużo tu różnorodności i chyba za to należą się największe pochwały dla gry. Po prostu co chwila dostajemy jakiś nowy patent i nie sposób się znudzić. Co prawda nie wszystkie są aż tak trafione (Mario-Sprężyna chociażby, albo ujeżdżanie kuli, męczące fragmenty), ale większość wywołuje banana na gębie. Do tego mimo wieku prezentuje się to naprawdę wybornie. Jasne, czysto technicznie widać pewne uproszczenia, ale level design, projekty postaci (ultra urocze Lumy, z moim faworytem w postaci gwiazdki-głodomora) czy w końcu kolorystyka i wszelkie kosmiczne efekty (szczególnie na Oledziku) wyglądają naprawdę bajkowo. Do tego piękne melodyjki, na czele z motywem w hubie (nabierającym coraz więcej głębi wraz z naszym postępem). Całość jest dopracowana na najwyższym poziomie. No i to typowe dla serii połechtanie gracza różnymi dżinglami i wyrzuty dopaminy przy osiąganiu progresu, choćby odnajdując kolejne gwiazdy. Uzależniające.Pisząc o SMG nie da się nie poruszyć tematu sterowania, szczególnie w kontekście jej rodowodu (czyli Wii z jego Wiilotem). Cóż, faktem, jest, że najlepiej gra się z odpiętymi Joy-Conami (co niekoniecznie musi wiązać się z odpalaniem gry w trybie stacjonarnym: ja sobie często pykałem z konsolką opartą o nóżkę). Sterowanie z elementami ruchowymi jest intuicyjne, choć wskaźnik lubi wariować i często trzeba go resetować. Jest po prostu wygodniej, ale jest też wtedy większa wczuwka, inaczej mówiąc: immersja. Co innego klikać sobie przyciski, a co innego energicznie machać kontrolerem w celu wystrzelenia wąsacza w kosmos. Nie zmienia to faktu, że poza kilkoma patentami gameplay'owymi (przede wszystkim chwytanie się gwiazdek "liną") spokojnie można sobie dać radę w trybie handheldowym. Ot, mazianie po ekranie w celu zebrania okruchów gwiazd nie należy do najwygodniejszych rozwiązań, no i siłą rzeczy zasłaniamy sobie wtedy widok. Ale koniec końców nie miałem tu dylematu i zazwyczaj kontrolery były odpięte.O czym tu jeszcze można napisać? Atmosfera jest super, bossowie są super, strój pszczoły jest super, zabawa z grawitacją jest super (ale już motanie się kamery i sterowania przy tej zabawie nie jest super). Nie są super wyścigi wodne czy wspomniane już balansowanie na kuli). Świat "zabawkowy" odstaje klimatem i poziomem od reszty. Ale to szczegóły. Sumarycznie? Super gra. Grać i się jarać. Ja grałem i nie chciałem, żeby się to kończyło, ale miałem na uwadze, że gdzieś tam czeka na mnie jeszcze kontynuacja. No i dozbieranie chociaż tych 20 gwiazdek. Czy SMG to klasyczne 10/10? W 2007 pewnie tak, dla mnie, na dzień dzisiejszy, już nie. Ale w sumie co z tego? To, co dostałem, w zupełności mi wystarczyło do szczęścia. Edytowane 7 godzin temu7 godz. przez kotlet_schabowy
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.