Opublikowano 14 godzin temu14 godz. The First Berserker: KhazanPo Lords of the Fallen soulslajkowy głód najwidoczniej nie został zaspokojony, bo widząc Khazana na świątecznej promocji postanowiłem dać mu szansę. Nadal nie byłem do końca przekonany, ale do dwóch godzin można zrobić zwrot, więc wyszedłem z założenia, że nie szkodzi spróbować. Zresztą w tego typu grach dość szybko idzie się poznać na jakości tego z czym mamy do czynienia.Pierwsze starcie i już wiedziałem, że jest dobrze. Od początku system walki kupił mnie swoją dynamiką, przyjemnym, rytmicznym parowaniem ciosów (po Sekiro i Nine Sols zakochałem się w tym na zabój i od tamtej pory zawsze mi tego brakuje w grach, które głównie stawiają na uniki) uderzenia są świetnie udżwiękowione i czuć ich ciężar, animacje są płynne i przyjemne dla oka. Wyczyściłem pierwszą lokację, dotarłem do bossa i po walce z nim wiedziałem, że żaden zwrot nie wchodzi w grę.Każda kolejne starcie z bossami fabularnymi to było coś niesamowitego. Wspaniała choreografia, różnorodnóść ataków, frajda z każdego kolejnego podejścia, które było nieco lepsze od poprzedniego, z wyczucia odpowiedniego rytmu, w którym należy sparować cios albo go uniknąć. Niekiedy druga faza i przy tym krótka cutscenka, w której boss przepoczwarza się w silniejszą, demoniczną wersję samego siebie. Daleko mi do jakiegoś wielkiego fana tego gatunku (lubię tego typu gry, ale raz na jakiś czas, teraz to był wyjątek od reguły, że po Lordsach od razu wjechałem w następny taki tytuł) przeważnie szybko się irytuje i tłumię w sobie złość, żeby nie rzucać kurwami na prawo i lewo, ale w przypadku Khazana było inaczej. Same walki dawały mi dużą satysfakcję i wracałem po raz kolejny na arenę walki z bossem, żeby po prostu popatrzeć na te jego piękne zsynchronizowane ataki i cieszyć się z samej oprawy towarzyszącej temu starciu.Co do rozwoju postaci mamy drzewko oferujące jakieś specjalne ataki, nowe combosy, zmniejszenie kosztu zużycia wytrzymałości podczas parowania albo unikania ataków. Z każdym kolejnym skilem, nowym uzbrojeniem, kolejnymi nabitymi levelami oraz po prostu poprzez czas spędzony w tym świecie i naukę mechanik gry mogłem obserwować rosnącą potęgę mojej postaci i realny progres. Do samego końca było wyzwanie (szczególnie podczas walk z bossami) ale było o tyle dobrze zbalansowane, że czuć na przestrzeni całej tej historii jak Khazan staje się coraz mocniejszym oponentem dla tych wszystkich nieczystych sił, które opanowały królestwo.Pod wieloma względami Khazan przypominał mi Nioha. Gęsto sypiący się loot, rotowanie ekwipunkiem, bo co chwilę wyleci albo lepszy element zbroi, albo broń z wyższymi statystykami. Ogólnie trzeba często dłubać, przebierać albo na póżniejszym etapie wytworzyć u kowala różnego rodzaju pancerze po znalezieniu odpowiednich schematów. Do tego mamy poboczne misje, które jak w Niohu bazują na recyklingu map z fabularnych lokacji, które przemierzamy z ich drugiego końca i na samym finiszu pokonujemy bossa. Tak samo każdą misję/lokację wybieramy na mapie regionu i w ten sposób się tam przenosimy. Nie ma tu systemu jak w grach od From Software (albo jako we wspomnianym Lords of the Fallen) że przemierzamy sieć połączonych ze sobą lokacji.Niestety jest też Niohowy recykling mini bossów, bossów w pobocznych misjach oraz zwykłych mobków. Różnorodność mogłaby być nieco większa, bo na póżniejszym etapie znałem sekwencje ich ataków na pamięć i w pewnym momencie tylko fabularni szefowie nieśli ze sobą większe wyzwanie. Niby co jakiś czas dochodzi jakiś nowy typ przeciwnika, ale i tak liczba dostępnych wariantów jest niska.Następnym zarzutem są generyczne lokacje, które pewnie mniej by mnie kłuły oczy, gdyby nie ogrywane wcześniej Lordsy. Brakuje tu większej ilości detali w otoczeniu, jakiejś ciekawszej artystycznej wizji. Sam styl graficzny jest spoko i trochę szkoda, że nie dopieszczono bardziej tych wszystkich odwiedzanych miejscówek. Oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły i momentami było na czym zawiesić oko, ale na ogół wyglądało to biednie. Nie chce też popadać w przesadę, że Khazan to brzydka gra, bo tak nie jest, ale to raczej średnia półka w tym gatunku i twórcy mogli bardziej przyłożyć się do tego elementu.Na koniec słówko o historii, która jest całkiem przyjemna w odbiorze jak na soulslike. Nie ma bełkoczących od rzeczy postaci, wydarzenia są podane w przystępny i zrozumiały sposób. Dalej sama gra jest ograniczona przez konwencje, w której to gameplay jest na pierwszym planie i dialogów nie może być za dużo, do tego dochodzi oklepany motyw zdrady i zemsty, ale finalnie dobrze to wyszło. Może Khazan nie jest tak wkurwiony jak Kratos w greckiej trylogii God of War, ale na pewno jest tak samo zdeterminowany, żeby wyrównać rachunki.Jak ktoś jeszcze nie grał i lubi ten gatunek, to polecam sprawdzić, bo to kawał solidnej gry, w której combat i walki z bossami to zdecydowanie pierwsza liga. W razie czego wyzwanie można dostosować pod siebie, bo są poziomy trudności do wyboru, więc każdy może spróbować swoich sił. Warto dać szansę Khazanowi, bo oferuje sporo dobrego i w mojej opinii zasługuje na znacznie większą uwagę. Edytowane 14 godzin temu14 godz. przez Czokosz
Opublikowano 11 godzin temu11 godz. Pierwsza gierka w tym roku ukończona - padło na świetnego indyka w postaci Pipistrello and the Cursed Yoyo. Gierka zbierała w zeszłym roku niesamowicie entuzjastyczne komentarze, no i muszę przyznać, że są one jak najbardziej uzasadnione. Przygody nietoperza z jojo stylizowane na Zeldę z GBA to ponad 10 godzin kapitalnej zabawy, która zachowuje pomysły do samego końca, co wcale taką powszechną rzeczą nie jest.Tytułowy bohater to członek rodziny kontrolującej energetykę w mieście, która to poprzez monopolizację rynku docina wszystkich wysokimi cenami. Tak się jednak składa, że zarządzająca biznesem uberkapitalistyczna ciotka zostaje napadnięta przez czterech oprychów kontrolujących inne biznesy, a jej dusza podzielona na kawałki uwięzione w bateriach (jak możecie zauważyć, to nie jest przesadnie poważna gra - w zasadzie każdy dialog to jakiś żarcik), a my musimy ją uratować. Kawałek duszy ciotki przy okazji zostaje uwięziony w naszym jojo, które to dzięki temu nabiera nowych właściwości.Akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym. Nasz heros - Pippit - na początku dysponuje tylko skokiem i wypuszczeniem jojo na lince, ale z każdym kolejnym obszarem dostaje nowe umiejętności, które to przy końcu dają całkiem rozbudowany arsenał ruchów bogato angażowany w liczne sekcje platformowe. Ale omawiana gra to nie tylko platformówka - spora część zabawy to rozwiązywanie prostych (i fajnych) zagadek, walka z kilkoma smaczkami i rodzajami ataków, a przede wszystkim zeldoid, gdzie odblokowujemy kolejne obszary mapy, zbieramy dodatkowe znajdźki i po okrążeniu danej części miasta oraz zdobyciu potrzebnych rzeczy ruszamy do dungeonu, gdzie kryje się jeden z głównych bossów. Do tego mamy w tle system ulepszeń - jedne to odznaki nadające nam dodatkowe umiejętności, a drugi to wykup skilli, który jednak obarczono pewnym utrudnieniem, bo dopóki nie spłacimy ulepszenia, to towarzyszą nam pewne negatywne efekty.Pipistrello... brzmi może jak milion innych gier, ale wyróżnia się jakością. Wciąga jak diabli, a każda kolejna lokacja to nowe umiejętności, a więc też nowe wyzwania platformowe i zagadki, jak i nowi przeciwnicy do sklepania. Do tego masa eksploracji jest zupełnie opcjonalna, ale zwyczajnie daje masę frajdy i człowiek cały czas zbacza z głównej ścieżki. W dodatku grafika, dźwięk i humor sprawiają, że gra idealnie emuluje atmosferę, jaką próbuje uzyskać - to jest lekkiej gry z GBA, tyle, że zaskakująco rozbudowanej gry.Nie widzę w tym tytule czegokolwiek, do czego mógłbym się tak naprawdę przyczepić. Jeżeli pierwsza ukończona w roku gra miałaby coś zwiastować, to Pipistrello... oznaczałoby, że będę ogrywał same sztosy, a przynajmniej jeżeli chodzi o indyki. Znak jakości i tak dalej.
Opublikowano 10 godzin temu10 godz. Plusik, ogrywam właśnie wersję ze Steam i mega elegancka giereczka. Indyk z duszą i napracowankiem.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Ghostwire Tokyo (ps5)Przyjemny tytuł, gdzie kierując głównym bohaterem w pierwszej osobie, strzelamy sobie z ręki do różnych japońskich duchów/demonów. Gra jest open worldem, a akcja dzieję się w dzielnicy Shibuya. Fabuła jest prosta ja drut i nie ma sensu się nad nią rozwodzić. Gdyby iść tylko głównym wątkiem to pewnie zamknęło by się to w 10 godzinach, ale ja z tytułem spędziłem 46 godzin. Zebrałem wszystkie znajdżki (a jest tego mnóstwo) i zrobiłem chyba wszystkie zadania dodatkowe. Ale było to fajne doświadczenie. Świat gry zwiedza się przyjemnie, zarówno w poziomie jak i pionie, a poszczególne obszary Shibuyi charakteryzują się różnorodną architekturą. System walki również dobrze spełnia swoją rolę. Strzelamy z dłoni mocami ognia, wody i wiatru. Rodzajów przeciwników jest sporo. Gra zawiera także fajną encyklopedie świata gdzie można poczytać np o każdym zebranym przedmiocie czy spotykanych duchach, a że czerpie mocno z mitologii i folkloru Japonii jest idealną gratką dla fanów japońszczyzny. Tytuł to żaden hit, ale gierka w której można fajnie spędzić czas.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. The Wonderful 101Zawsze chciałem w to zagrać. Już od pierwszych materiałów strasznie mi się ta gra podobała, myślę, że głównie przez jej styl graficzny. Kim jest Kamiya i jakie gry wyreżyserował wiedziałem już wtedy, ale dopiero później Okami i Bayonetta miały stać się jednymi z moich ulubionych gier w historii, więc tym bardziej gra trafiła na radar. Minęło blisko 13 lat od jej premiery (wtf), a ja w końcu przysiadłem na poważnie. Z jakiegoś powodu bardzo chciałem polubić tę grę i po ukończeniu dema (swoją drogą bardzo konkretnego, bo przejście zajęło mi półtora godziny) uznałem to za pewnik, ale jednak nie było tak pięknie i przez dłuższy czas mocno się tą grą frustrowałem. Kląłem jak szewc przez kilka pierwszych godzin, ale obejrzałem kilka filmów, trochę poczytałem, zagryzłem zęby i w końcu coś kliknęło. Jak się w to gra? Sterujesz jedną postacią, a kilkanaście innych za tobą podąża. W trakcie misji napotykasz cywili lub pomniejszych bohaterów, których werbujesz do swojej ekipy. Im więcej w niej ludzi, tym większe bronie możesz rysować. Właśnie, rysować - wzorem Okami (pełno tu nawiązań do tej gry, dla przykładu jedna z postaci nazywa się Ohrowchee, hehe) mamy dostęp do swego rodzaju pędzla za pomocą którego zmieniamy bronie - kółko przywołuje rękawicę, prosta linia miecz, a coś w kształcie litery L pistolet. Podczas rysowania akcja jest spowolniona, ale nie rysujemy jak w Okami na płótnie, tylko po prostu po ekranie i jest to coś, co nie raz i nie dwa było powodem mojej frustracji, bo linia, którą rysujesz, niekiedy zachodzi na przeciwnika albo budynek i zamiast szybko zmienić na miecz, który odbija lasery (o tym za chwilę), to dostajesz w papę. Możliwe są nawet sytuacje, w których linie pędzla rozcina atak przeciwnika, więc widocznie autorzy chcieli, aby gracz rysował w mądry sposób, a nie byle jak, ale mimo wszystko mam wrażenie, że nie zawsze zawsze działa to tak jak powinno, szczególnie w mniejszych pomieszczeniach i w niektórych sekwencjach qte, gdzie linie nawet po delikatnym wychyleniu prawej gałki z jakiegoś powodu stają się tak ogromne, że wychodzą poza ekran utrudniając dokończenie wzoru. Chwilę wcześniej wspomniałem o mieczu odbijającym lasery, ale w zasadzie wszystkie inne bronie mają podobne zastosowania i w zależności od tego, z kim walczysz, to powinieneś korzystać z konkretnej broni. Mógłbym podać tutaj kilka przykładów, ale nie chciałbym za dużo zdradzać, przejdę więc do rzeczy, która najbardziej mnie frustrowała. Mianowicie - gracz otrzymuje obrażenia tylko wtedy, gdy obrażenia dostaje postać, którą kontroluje, natomiast gdy trafione są postaci, które za tobą podążają, to upadają na ziemię i są przez chwilę oszołomione, więc musisz je wtedy pozbierać, albo dotknąć za pomocą linii pędzla. Problem w tym, że bardzo łatwo tu otrzymać cios, który wyrzuca twoją ekipę na ziemię, a wtedy tracisz możliwość blokowania. Częste są więc sytuacje, gdy ekipa leży, ty nie masz jak zablokować następnego ataku, więc zbierasz po ryju raz za razem. Śmierć nie ma tu jednak większego znaczenia (oprócz ocen na koniec misji, które tak mnie cholernie denerwowały, bo przez znaczną część gry byłem w tę grę tak cholernie słaby, lol), bo wzorem Vita-Chambers z Bioshocka odradzasz się w zasadzie w miejscu, w którym zginąłeś, a przeciwnikom (i bossom) nie odnawia się życie. Nie jestem największym fanem tego rozwiązania, bo ja lubię bossów się nauczyć i po prostu zasłużyć na ich pokonanie. Gra wypchana jest fragmentami, w których kontrolujesz statek i strzelasz do wszystkiego co się rusza, etapami platformowymi, ucieczkami przed goniącymi nas dużymi przeciwnikami, gdzie wszystko za tobą wali się jak w jakimś Uncharted, czy takimi, w których musisz patrzeć na dwa ekrany jednocześnie - w jednym z nich na mniejszym skaczesz ekipą na odpowiednie przyciski, by statek, który widzisz na tym dużym, strzelał w nadlatujących w jego stronę z różnych stron przeciwników. Słowem - dzieje się, ale są to również etapy, w których naprawdę łatwo zginąć i niestety zdarzało mi się to bardzo często. Spektaklem są natomiast walki z bossami. Każdy wygadany, każdy zabawny, w zasadzie każdy dojebany, a ten ostatni to już w ogóle klasa sama w sobie. Gra ma sporo filmików i dialogów, ale ogląda i słucha się tego bardzo przyjemnie, historia jest sprawnie opowiedziana, bohaterowie zabawni i łatwi do polubienia, a sama gra ma po prostu ten CZAR, z którego słyną gry Kamiyi. Na dodatek jest naprawdę długa, bo ukończenie zajęło mi 20 godzin. Jasne, pierwsze przejście, które sam reżyser określa jako swego rodzaju tutorial, bywa mocno frustrujące, ale jak już nauczysz się tego i owego, to gra zaczyna błyszczeć i grasz w to z bananem na ryju. Nie ukrywam, że mam ochotę zagrać drugi raz i gdzieś tam z tyłu głowy pojawia się myśl, że może z każdą kolejną godziną będę się do The Wonderful 101 jeszcze bardziej przekonywał, aż w końcu przejdę ją kilka razy, a do najlepszych fragmentów będę wracał wielokrotnie jak to było w przypadku pierwszej Bayonetty. Polecam, to kawał dobrej gry.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.